Bł. Matka Marcelina Darowska z d. Kotowicz (1827 – 1911)

Bł Marcelina Darowska

  • z korzeni – kresowianka;
  • z pochodzenia – obywatelka ziemska;
  • z upodobania ojca – „tatusiowa córeczka”; 
  • z charakteru – uczynna, uparta i inteligentna;
  • z „wyszkolenia” – absolwentka kosmopolitycznej pensji w Odessie; 
  • z przeznaczenia ojcowskiego – dzielna i mądra żona Karola Darowskiego;
  • z daru macierzyństwa – troskliwa matka dwojga dzieci (Józia i Karolci);
  • z konieczności – zaradna młoda wdowa; z powołania – charyzmatyczna zakonnica; 
  • z natchnienia Ducha – współzałożycielka nowego zgromadzenia zakonnego (niepokalanek);
  • z pasji – organizatorka szkół i zakładów wychowawczych dla dziewcząt;
  • z talentu – autorka pism ascetycznych;
  • z woli Kościoła – wyniesiona na ołtarze (błogosławiona).

 Marcelina z Kotowiczów Darowska pochodziła z zamożnej rodziny ziemiańskiej o żywych tradycjach patriotycznych.

Urodziła się 16.01.1827 r. w majatku rodzinnym w Szulakach, w powiecie taraszczańskim, na Kijowszczyźnie, na wschodnich rubieżach Polski (dzisiaj Ukraina).

Marcelina, piąte z kolei dziecko swoich rodziców, była „oczkiem w głowie” ojca. Inteligentna i zdolna, od maleńkości odznaczała się przekornym i władczym charakterem: ponoć, kiedy starsze siostry odjeżdżały na pensję do Kijowa, pięcioletnia Marcesia miała powiedzieć: A ja tam moich córek

Na rosyjską pensję nie oddam. Świadczy to nie tylko o dziecięcej wrażliwości patriotyczno-historycznej, ale też o jej myśleniu przyszłościowym. Gdy ukończyła 12 lat, dla „zaokrąglenia edukacji domowej” rodzice oddali ją (razem z jej siostrą Izydorą) na ekskluzywną i kosmopolityczną pensję w Odessie, prowadzoną przez Szwajcarkę, 

panią Schoedoeuver. W 1844 roku – jako siedemnastoletnia panienka – zakończyła edukację i wróciła do rodzinnego domu. Zgodnie z obyczajem, powinna teraz nadejść pora „wprowadzenia jej w świat”. 

Ale ona – zamożna, piękna, inteligentna i żywa – nie bardzo rwała się do tego świata i była dziwnie oporna na „umizgi i zaloty” kawalerów. Wolała ojcu pomagać w zarządzie majątkiem (choć to była domena męskich potomków), podjęła działalność charytatywno-oświatową wśród poddanego ludu. 

W ten sposób otarła się o skomplikowane układy wieś-dwór, poznała z bliska nędzę chłopów pańszczyźnianych, doświadczyła roli kobiety w dworze ziemiańskim i uświadomiła sobie potrzebę w tych obszarach rozległych działań (społecznych, religijnych i narodowych).

Mimo takich zainteresowań Marcelina nie uszła uwagi starających się o jej rękę. Najbardziej wytrwałym i „skutecznym” konkurentem okazał się Karol Weryha Darowski z Darowa, herbu Ślepowron, ziemianin z Podola (1816-1852).Mimo, że aż trzy razy dostawał „czarną polewkę”, nie dał się zbić z tropu. W końcu serce panieńskie zmiękło (niemałą w tym zasługę miała choroba ojca!) i Marcelina przyjęła oświadczyny Karola. Ślub odbył się 2 października 1849 roku. Zaraz po ślubie młoda para udała się do Częstochowy, ażeby Matce Bożej powierzyć swój los i złożyć Jej jako wotum ślubne obrączki. W następnym roku przyszedł na świat pierworodny syn Józef a w 1852 roku – córka Anna Karolina. Obowiązki żony i matki Marcelina wypełniała wzorowo, nie pamiętając o sobie. Małżeństwo było szczęśliwe; sam mąż dziwił się, że to chyba za dużo szczęścia, to chyba nie może tak długo trwać. I rzeczywiście trwało tylko trzy lata: Karol zmarł nagle na tyfus (20 kwietnia 1852 roku), w Barze, jdąc do swej posiadłości w Żerdziach. Rok później umarł na dyfteryt trzyletni Józio, który trzy dni konał na rękach matki. Te dwie śmierci najbliższych i kochanych osób całkowicie odmieniły jej życie.

Te zmasowane ciosy prosto w serce (dosłownie) zwaliły ją z nóg: załamana i podupadła na zdrowiu – za radą rodziny – pod opieką starszej siostry Ludwiki Kopczyńskiej (i jej męża) wyjechała do Niemiec, gdzie zaaplikowano jej dwumiesięczną kurację. Tutaj usunąwszy się od życia towarzyskiego, oddała się pogłębionej refleksji i modlitwie. Po kuracji udała się przez Francję do Rzymu. W Paryżu spotkała wybitnego działacza polonijnego i żarliwego duszpasterza „misji polskiej”, ks. Aleksandra Jełowickiego (1804-1873), zmartwychwstańca, przed którym po raz pierwszy w życiu otworzyła swą duszę. On też dał jej list polecony (to osoba bardzo światła i bystra) do swego współbrata w Rzymie, 

ks. Hieronima Kajsiewicza (1812-1873), wybitnego kaznodziei i kierownika duchowego, który razem z Józefą Karską (1823-1860) zamierzał powołać do życia nową wspólnotę zakonną.

W Rzymie Marcelina znalazła się 11 kwietnia 1854 roku. Na otrzymany list rekomendacyjny Kajsiewicz zareagował natychmiast, ale nie od razu obdarzył ją zaufaniem. Dopiero po dwóch tygodniach pozwolił jej rozpocząć rekolekcje pod jego kierownictwem, na zakończenie których (12 maja 1854) złożyła prywatne śluby dozgonnej czystości i posłuszeństwa kierownikowi duchowemu oraz postanowiła przyłączyć się do powstającego zgromadzenia. Tak rozpoczęła się wieloletnia więź Darowskiej ze zmartwychwstańcami, która trwała aż do roku 1875, a więc przeszło dwadzieścia lat.

Tymczasem wracała (bo wrócić musiała) przez Wenecję i Kraków do swoich, do jedynej córki Karolci, do rodziców i rodzeństwa, na Podole, do ojcowskich Szulak i do mężowskiego Żerdzia, aby zająć się dzieckiem i zapewnić mu należytą ojcowiznę.

Wróciła do kraju, ale też myślała o Rzymie. Była w pełni przekonana o swim powołaniu zakonnym i o swojej misji. Nie obyło się jednak bez trudności. Z jednej strony: obowiązki macierzyńskie i zabiegi o wątłe zdrowie dziecka, ułożenie spraw gospodarczych, Fatalny stan psychiczny i fizyczny ojca oraz wyraźny sprzeciw rodziny wobec planów związanych z życiem zakonnym; z drugiej – troska o ciężko chorą Karską w Rzymie, organizowanie tam życia zakonnego (zjawiają się już pierwsze kandydatki!) oraz dookreślenie celu i zadań nowej wspólnoty, jakimi mają być praca wychowawcza i uświęcenie rodziny. Ileż w rej kobiecie musiało być siły i pokornego zawierzenia, determinacji i samozaparcia, uporu i wyrzeczenia, aby nie zrezygnować, ale trwać przy swoich planach i wyborach! I tak przez parę lat miotała się między Podolem i kurortami a Rzymem, między obowiązkami matki 

a wskazaniami kierownika duchowego, między wrzawą świata a zaciszem klasztoru. I tak: jest już dom ( na via Paolina 30, zwany Casa Della Madonna), jest nazwa zakonu (Niepokalane Poczęcie NMP), jest strój (najpierw szare suknie z pelerynkami, a potem w kolorze białym i niebieskim), jest reguła (napisana przez Kajsiewicza), jest urzędowe pozwolenie (25 listopada 1857 i to jest data założenia Zgromadzenia) na prowadzenie życia wspólnego, a Marceliny praktycznie nie ma; ciągle jest w drodze. W latach 1854-61 

w prawdzie odbywała w Rzymie pod kierunkiem 

o. Kajsiewicza trzy kolejne rekolekcje, wracając za każdym razem do rodzinnego domu, gdzie musiała załatwiać sprawy majątkowe i rodzinne. W takim układzie jedynym stałym łącznikiem z Karską była regularna korespondencja, dzięki czemu uczestniczyła chociaż duchem w życiu coraz wyraźniej kształtującej się wspólnoty zalonnej.

W 1860 roku pierwsza przełożona, matka Józefa, wyniszczona przez gruźlicę, zakończyła życie. Wówczas Kajsiewicz wezwał Marcelinę do Rzymu, która po odprawieniu rekolekcji pod jego kierunkiem, 3 stycznia 1861 roku złożyła wieczyste śluby zakonne i objęła obowiązki przełożonej nad czteroosobową wspólnotą.

Jesienią tego roku dosięga ją cios choroby i śmierci obojga rodziców (oboje umierają na raka). Poważnie odchorowuje to Karolcia, a i Marcelina żyje w długotrwałym napięciu.

W tym czasie zaczyna rozglądać się za miejscem dla swego zgromadzenia, które przecież miało pracować dla dobra polskich kobiet i rodzin. Zadziwiające, że ten imperatyw pracy na ziemiach polskich, dla Polski, żywy był w sercach obu założycielek – Józefy i Marceliny. Papież Pius IX błogosławiąc na audiencji te zamierzenia, powiedział: To zgromadzenie jest dla Polski. Wśród wielu propozycji wybór padł na Jałowiec, na macno zniszczoną dawną rezydencję Stanisława Poniatowskiego, której właścicielem był baron Krzysztof Błażowski (pieniędzy na remont pożyczył 

o. Jełowicki). I tak w czasie, gdy na ziemiach polskich dokonywał się krwawy dramat Powstania Styczniowego, po uzyskaniu Dekretu Pochwalnego od Stolicy Apostolskiej 

(1863) przenosi małą wspólnotę z Rzymu do Jałowca w Galicji (w czerwcu 1863), gdzie otwiera szkołę z internatem dla dziewcząt z wyższych sfer i pracuje nad formacją sióstr oraz programem dydaktyczno-wychowawczym.

Fizyczna obecność Białych sióstr na ziemiach polskich sprawiła, że Bóg przysyłał coraz to nowe kandydatki. Zgromadzenie rosło w liczbę. Można więc było otwierać kolejne placówki. I Marcelina – mimo permanentnych 

z rodziną i braku płynności finansowej, mimo braku przygotowania sióstr – zakłada coraz to nowe fundacje: zespoły klasztorno-wychowawcze w Jarosławiu (1875), Niżniowie nad Dniestrem (1883), Nowym Sączu (1897), Słonimie na Litwie (1907), Szymanowie (1908). Tutaj pokolenie założycielskie stanęło na wysokości zadania: wszystkie siostry jazłowieckie były kobietami zawierzenia 

i miały odwagę stanąć obok matki do budowy nowego dzieła 

i wziąć za nie odpowiedzialność.

System dydaktyczno-wychowawczy Matki Marceliny był na tamte czasy niezwykle nowatorski i bliski współczesnej pedagogice i dydaktyce. Odejście od metod nauczania pamięciowego i kształcenie umiejętności samodzielnego myślenia i oceniania metodą dialogu, opracowywanie i drukowanie własnych podręczników, indywidualizacja w nauczaniu, położenie nacisku na polskość wychowania (na pierwszym miejscu stawiała obronę i krzewienie wszystkiego, co ojczyste: kultury, historii, obyczajów, języka), wprowadzenie do szkół wychowania fizycznego – to najważniejsze nowatorskie elementy tego pionierskiego systemu. Nowym było też rzucone przez nią hasło pracy nie tylko „dla ludu”, ale „z ludem”. Dlatego otaczała szczególną opieką uczennice szkół elementarnych. Marcelina nieustannie uświadamiała siostrom, że Bóg wymaga od Zgromadzenia pracy nad religijnym i moralnym podniesieniem kobiety. Była pewna, że pokazał jej trzy drogi do osiągnięcia tego celu: modlitwę , pracę wychowawczą i rekolekcje. A do rekolekcji miała wyjątkowy charyzmat i talent: udzielała ich dziewczętom i kobietom, szczególnie współsiostrom 

i wychowankom sióstr.

Do głównych zasad, na których opierała formację sióstr 

i dzieci, należały: prymat Boga, prawda, wzajemne zaufanie 

i bezinteresowność. Matka Marcelina była też autorką „Konstytucji” opartych na „Regule” zmartwychwstańców, które zostały zatwierdzone przez Stolicę Apostolską w 1899 r. Wolę działania i siłę do czynów czerpała z przekonania, że „Zgromadzenie jest Boże, sam Bóg je prowadzi. A ja tylko pióro piszącego”.

W chwili śmierci (zmarła w Jazłowcu 5 stycznia 1911 r.) pozostawiła po sobie Zgromadzenie, które liczyło około 350 sióstr i które pracowało w sześciu dużych klasztorach na terenie zaborów austriackiego i rosyjskiego. Na jej pogrzebie abp Józef Teodorowicz powiedział: „Ona nie tylko wpatrywała się w Chrystusa. On w niej żył i przez nią działał”.

Jej doczesne szczątki spoczywają w Jazłowcu i w Szymanowie.

Dnia 15 grudnia 1994 roku Jan Paweł II ogłosił dekret o heroiczności cnót służebnicy Bożej Marceliny z Kotowiczów Darowskiej, a 25 czerwca 1996 r. dekret o cudownym uzdrowieniu za jej przyczyną Bernarda Jirnov. Dnia 6 października 1996 r. Jan Paweł II beatyfikował ją w Rzymie.

Liturgiczne wspomnienie obchodzone jest 5 stycznia.

 

 

Artykuł opracowany na podstawie: Wielcy Polacy z Galicji 

i Kresów Południowo-Wschodnich, ks. Kazimierz Wojtowicz CR, Bł. Marcelina Darowska z Kotowiczów (1827-1911) 

z Szulak na Kijowszczyźnie, Białystok 2013.

       

Dzisiaj jest

niedziela,
19 listopada 2017

(323. dzień roku)

Święta

Niedziela, XXXIII Tydzień zwykły Rok A, I Trzydziesta tr

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia: